„Z pakietu assistance w ciągu roku korzysta siedemnaście procent klientów. I nawet ci, którzy korzystają, używają go średnio dwa razy w życiu samochodu."

To mi powiedział Marek — pseudonim na jego prośbę. Były likwidator szkód w jednym z czterech największych TU w Polsce, dziś niezależny rzeczoznawca. Siedzieliśmy nad kawą w Krakowie, bo akurat miał sprawę, w której „assistance premium" miało holować 250 kilometrów, a w OWU pisało, że do 150.

„Assistance to produkt, na którym TU zarabia najwięcej w stosunku do ryzyka. W 83 procentach przypadków po prostu nie musi nic zrobić."

Gdzie leży haczyk

Pakiet premium obiecuje: „holowanie bez limitu kilometrów". Ale w paragrafie dwadzieścia parę dalej: „łączny limit świadczeń w ramach jednego zdarzenia — 2 500 zł". W innym pakiecie: „holowanie do 400 km, ale tylko do warsztatu autoryzowanego producenta". W trzecim: „samochód zastępczy tylko na czas naprawy, nie dłużej niż pięć dni, klasa B — Corsa, Fabia". A naprawa po kolizji w autoryzowanym serwisie w Warszawie to dziś cztery do siedmiu tygodni oczekiwania.

Assistance działa doskonale dla bardzo konkretnych sytuacji. Zapalone „check engine" na autostradzie, szkoda z winy po drugiej stronie, trzeci serwis w kolejności od miejsca zdarzenia. Dla nich wszystko działa.

Dla większości realnych przypadków — pojazd odmówił posłuszeństwa 30 km od domu, klient nie zna procedury, dzwoni do TU, czeka na infolinii 25 minut, potem słyszy, że holowanie do 30 km w cenie, powyżej 3,80 zł za kilometr — assistance staje się rozczarowaniem.

„Średnia wypłata z roszczenia assistance w kraju w 2024 roku", powiedział Marek, „to było czterysta dwadzieścia złotych. Średnia składka premium — 210 rocznie. Matematyka dla TU jest prosta. Ze stu klientów korzysta siedemnastu, z tego dziesięciu zostaje w limicie, pięciu odbiera równowartość rocznej składki, dwóch wygrywa większą pomoc. TU systemowo zarabia na tym czterdzieści, pięćdziesiąt procent."

Pan Adam i osiem lat premium

Przykład ilustracyjny z detalami z trzech rzeczywistych spraw.

Pan Adam, 51 lat, radca prawny z Katowic, Passat z 2019 roku. Płacił pakiet premium przez osiem lat, 180 zł rocznie. Łącznie 1 440 zł. Użył dwa razy.

Za pierwszym razem — wymiana żarówki na parkingu. Operator przyjechał po pięćdziesięciu minutach i powiedział, że nie ma tej żarówki, klient musi jechać do stacji. Koszt po stronie TU: zero.

Drugi raz — Passat odmówił posłuszeństwa 45 kilometrów od Katowic, na autostradzie A4, w środę rano, w drodze na sprawę w sądzie. Holowanie do najbliższego warsztatu — 38 km. Pakiet pokrył. Samochód zastępczy: tylko w dzień naprawy i na następny dzień. Awaria była w środę, naprawa skończyła się w piątek. Dwa dni pan Adam wynajmował auto z własnej kieszeni.

Bilans po ośmiu latach: zapłacił 1 440 zł, dostał usługi o wartości rynkowej rzędu 450. Nadpłacił 990, w oparciu o własną matematykę „lepiej mieć i nie potrzebować niż potrzebować i nie mieć".

Lepszy wybór: pakiet standard za 70 zł rocznie. Osiem lat = 560. Te same dwa zdarzenia (oba mieściły się w limitach standardu). Oszczędność 880 zł, które w samochodzie z 2019 można było wydać na coś konkretnego: nowe amortyzatory, dobre opony zimowe, dwa przeglądy.

Matematyka spokoju ducha — kupujesz spokój za ciężkie pieniądze. I często zamiast spokoju dostajesz rachunek za spokój, którego nie użyłeś.

Cztery rzeczy, które musisz sprawdzić

Minimalna lista przed zaznaczeniem „premium".

Limit kilometrów holowania w kraju. Jeśli mieszkasz poza Warszawą, Krakowem czy Poznaniem, potrzebujesz limitu powyżej 100 kilometrów — tyle zwykle wynosi odległość od autoryzowanego serwisu producenta. Wariant mini zazwyczaj daje 30–50. To jest za mało.

Długość samochodu zastępczego. Nie „czy jest", tylko „na ile dni i czy obejmuje czas oczekiwania na części". Po kolizji czeka się na części dwa do czterech tygodni. Jeśli OWU mówi „samochód zastępczy do pięciu dni" — masz pięć dni. Potem jedziesz autobusem.

Co oznacza „warsztat partnerski". Niektóre pakiety premium pozwalają wybrać warsztat tylko z sieci TU. To znaczy: nie twój zaufany mechanik, nie najbliższy ASO, tylko warsztat z kontraktem, który często nie jest autoryzowany przez producenta. Co ma wpływ na gwarancję fabryczną. Pytaj.

Czy assistance działa przy awarii, a nie tylko po kolizji. Część pakietów działa wyłącznie po wypadku komunikacyjnym. Jeśli ci się przepali sprzęgło na środku trasy — to nie „wypadek", to „awaria". A „awaria" w mini pakiecie może być wyłączona.

Gdzie assistance ma sens

Jeśli regularnie jeździsz na dłuższe trasy (ponad 150 km od domu), jeździsz za granicę, masz samochód po gwarancji starszy niż siedem lat, mieszkasz na wsi albo w mniejszym mieście (gdzie holowanie standardowe nie wystarcza do ASO), jeździsz z rodziną na długie dystanse — wtedy standard albo premium ma ekonomiczny sens.

Jeśli jeździsz głównie po mieście, masz samochód na gwarancji producenta (producent ma własny program pomocy drogowej, zwykle bezpłatny w pierwszych latach), masz drugi samochód w rodzinie, mieszkasz w dużym mieście z siecią warsztatów w promieniu piętnastu kilometrów — mini (często gratis) albo standard za 70 zł to wszystko, czego potrzebujesz.

Premium za 180–280 zł to w tym drugim przypadku prezent dla TU.

Dwie rzeczy, o których nikt nie mówi

Assistance jest zwykle wpisany w OC jako „pakiet". Nie można go wypowiedzieć osobno w trakcie trwania polisy. Ale przy następnym odnowieniu OC (które możesz zrobić w innym TU bez konsekwencji) wybierasz wariant podstawowy albo standard. Nie musisz zostawać w tym samym TU — praktyka „lojalności" nie daje ci realnej korzyści poza drobnymi zniżkami, mniejszymi od oszczędności na zmianie.

Druga rzecz. Jeśli masz kartę kredytową premium (Platinum, World Elite) — prawdopodobnie już masz assistance komunikacyjny w cenie karty. Sprawdź regulamin. Wiele kart oferuje holowanie do 400 km i samochód zastępczy na tydzień w Europie. Jeśli masz, płacenie za premium w OC jest kupowaniem tego samego drugi raz.

Puenta

Zanim klikniesz „pakiet premium" na porównywarce, wyjmij OWU i sprawdź paragraf z limitami. Nie te w tabelce marketingowej, tylko numeryczne w środku dokumentu. Stawki holowania powyżej limitu, dni samochodu zastępczego, lista wyłączeń: „awaria" kontra „wypadek", „kraj" kontra „zagranica".

Mówiąc wprost: kup mini albo standard, odłóż sto złotych rocznie na konto „niespodzianek z samochodem", i po trzech latach będziesz miał więcej pieniędzy na realną awarię niż typowa wypłata z premium assistance.

Marek na koniec rozmowy rzucił jedno zdanie, nad którym wtedy się nie zatrzymałem, a potem wracało do mnie z każdym klientem.

„W tej branży sprzedajemy klientom nie ubezpieczenie, tylko wyobrażenie, że są ubezpieczeni. Za to drugie płacą chętniej."